XXIX Niedziela zwykła 2016

Jezus odpowiedział swoim uczniom przypowieść o tym, że zawsze powinni modlić się i nie ustawać: W pewnym mieście żył sędzia, który Boga się nie bał i nie liczył się z ludźmi. W tym samym mieście żyła wdowa, która przychodziła do niego z prośbą: Obroń mnie przed moim przeciwnikiem. Przez pewien czas nie chciał; lecz potem rzekł do siebie: Chociaż Boga się nie boję ani z ludźmi się nie liczę, to jednak, ponieważ naprzykrza mi się ta wdowa, wezmę ją w obronę, żeby nie przychodziła bez końca i nie zadręczała mnie. I Pan dodał: Słuchajcie, co ten niesprawiedliwy sędzia mówi. A Bóg, czyż nie weźmie w obronę swoich wybranych, którzy dniem i nocą wołają do Niego, i czy będzie zwlekał w ich sprawie? Powiadam wam, że prędko weźmie ich w obronę. Czy jednak Syn Człowieczy znajdzie wiarę na ziemi, gdy przyjdzie?

Łk 18,1-8

 

Jezus w dzisiejszej ewangelii zaczyna opowiadać przypowieści dotyczące modlitwy i wytrwałości. Pierwszym przykładem jest kobieta, która w potrzebie zwraca się do człowieka, który może jej pomóc, drugim zaś przykładem, o którym czytamy w dalszej części ewangelii, jest postać celnika, który modli się ze skruchą przed Panem. Dwa obrazy zaczerpnięte z codziennego życia Izraela, które opowiadają
o wartości wytrwałej modlitw.

Uboga wdowa, która jest w potrzebie przychodzi do sędziego. W tamtych czasach kobieta w pełni podlegała mężczyźnie – to mąż, ojciec miał ochraniać swoją żonę, czy córkę. W tym wypadku kobieta nie mająca męża nie może liczyć na tego rodzaju obronę, więc udaje się do sędziego. Można tu mówić o akcie desperacji, gdyż urzędnik też mógł odesłać ją z niczym – wszak nie liczył się z ludźmi. Warto wspomnieć, że już w Starym Przymierzu Bóg nakazuje szczególna troskę o wdowy (por: Wj. 22, 21-23, Pwt 24, 19-21).

Widzimy więc, że dzięki swojej wytrwałości kobieta zostaje wysłuchana; sędzia bierze ją w obronę. Dzięki swojemu natręctwu otrzymuje to, o co prosi. Można tutaj przytoczyć fragment innej ewangelii mówiący o natrętnym przyjacielu – tam proszący również otrzymał to, czego potrzebował.

Jezus opowiada tę przypowieść w kontekście modlitwy. Uczy, żeby zwracać się do Boga często i bez zwątpienia, bo On zawsze wysłuchuje próśb. Człowiekowi może się wydawać, że Pan go nie słyszy, nie chce odpowiadać na jego wołanie. Aczkolwiek to Bóg jest Panem czasu i On wie najlepiej co jest człowiekowi najbardziej potrzebne w danym momencie. Ale czy wierzymy w to? Dlatego warto sobie odpowiedzieć na pytanie kończące tę perykopę: czy Syn Człowieczy znajdzie (moją) wiarę kiedy przyjdzie na ziemię…?

br. Filip Jaros OFMCap