XIII Niedziela zwykła 2015

Gdy Jezus przeprawił się z powrotem w łodzi na drugi brzeg, zebrał się wielki tłum wokół Niego, a On był jeszcze nad jeziorem. Wtedy przyszedł jeden z przełożonych synagogi, imieniem Jair. Gdy Go ujrzał, upadł Mu do nóg i prosił usilnie: Moja córeczka dogorywa, przyjdź i połóż na nią ręce, aby ocalała i żyła. Poszedł więc z nim, a wielki tłum szedł za Nim i zewsząd na Niego napierał. A pewna kobieta od dwunastu lat cierpiała na upływ krwi. Wiele przecierpiała od różnych lekarzy i całe swe mienie wydała, a nic jej nie pomogło, lecz miała się jeszcze gorzej. Słyszała ona o Jezusie, więc przyszła od tyłu, między tłumem, i dotknęła się Jego płaszcza. Mówiła bowiem: żebym się choć Jego płaszcza dotknęła, a będę zdrowa. Zaraz też ustał jej krwotok i poczuła w ciele, że jest uzdrowiona z dolegliwości. A Jezus natychmiast uświadomił sobie, że moc wyszła od Niego. Obrócił się w tłumie i zapytał: Kto się dotknął mojego płaszcza? Odpowiedzieli Mu uczniowie: Widzisz, że tłum zewsząd Cię ściska, a pytasz: Kto się Mnie dotknął. On jednak rozglądał się, by ujrzeć tę, która to uczyniła. Wtedy kobieta przyszła zalękniona i drżąca, gdyż wiedziała, co się z nią stało, upadła przed Nim i wyznała Mu całą prawdę. On zaś rzekł do niej: Córko, twoja wiara cię ocaliła, idź w pokoju i bądź uzdrowiona ze swej dolegliwości! Gdy On jeszcze mówił, przyszli ludzie od przełożonego synagogi i donieśli: Twoja córka umarła, czemu jeszcze trudzisz Nauczyciela? Lecz Jezus słysząc, co mówiono, rzekł przełożonemu synagogi: Nie bój się, wierz tylko! I nie pozwolił nikomu iść z sobą z wyjątkiem Piotra, Jakuba i Jana, brata Jakubowego. Tak przyszli do domu przełożonego synagogi. Wobec zamieszania, płaczu i głośnego zawodzenia, wszedł i rzekł do nich: Czemu robicie zgiełk i płaczecie? Dziecko nie umarło, tylko śpi. I wyśmiewali Go. Lecz On odsunął wszystkich, wziął z sobą tylko ojca, matkę dziecka oraz tych, którzy z Nim byli, i wszedł tam, gdzie dziecko leżało. Ująwszy dziewczynkę za rękę, rzekł do niej: Talitha kum, to znaczy: Dziewczynko, mówię ci, wstań! Dziewczynka natychmiast wstała i chodziła, miała bowiem dwanaście lat. I osłupieli wprost ze zdumienia. Przykazał im też z naciskiem, żeby nikt o tym nie wiedział, i polecił, aby jej dano jeść.

Mk 5,21-43

Ten fragment Ewangelii według Świętego Marka ukazuje nam dwie postacie, które zderzają się w swoim życiu z przerastającą je rzeczywistością. Przełożony synagogi imieniem Jair nie miał wpływu na to, że jego córka umierała. Nie mógł temu zaradzić, a jej stan był już niemalże przesądzony. Podobnie ta kobieta, która cierpiała na chorobę upływu krwi, pomimo wysiłku wielu lekarzy nie była w stanie poprawić swojego zdrowia. Oboje nie mieli już żądnego wyjścia z tych sytuacji, wszelkie ich wysiłki nic nie zmienić. W tej właśnie beznadziei i bezradności spotykają Chrystusa, któremu zawierzają swoje sprawy.

W naszym codziennym życiu zdarzają się sytuacje ciężkie i trudne jak śmierć, czy nieuleczalna choroba, ale bywają także i inne, mniej znaczące wydarzenia, na które także nie mamy wpływu. Czasem zwykłe spotkanie z drugim człowiekiem, załatwienie jakiegoś obowiązku czy choćby korek w mieście ogałaca naszą niemoc oraz to, że wiele rzeczy w naszym życiu nie zmienimy. Można się wtedy denerwować i frustrować, bo nasze plany czasem z najprostszych przyczyn są w stanie legnąć w gruzach. Spójrzmy jednak na to z tej strony, że każda taka sytuacja może być miejscem spotkania Jezusa. Tak było w życiu Jaira czy tej kobiety. I choć nie zawsze nasze spotkanie z Chrystusem sprawi, że ktoś zostanie uzdrowiony, to zawsze prawdziwe spotkanie z Nim coś zmieni w nas. Wytężmy wtedy słuch, gdyż Jezus wyszepta nam do ucha: Nie bój się, wierz tylko!

br. Wojciech Pawłowski OFMCap