III Niedziela Zwykła 2016

W tym czasie Maryja wybrała się i poszła z pośpiechem w góry do pewnego miasta w pokoleniu Judy. Weszła do domu Zachariasza i pozdrowiła Elżbietę. Gdy Elżbieta usłyszała pozdrowienie Maryi, poruszyło się dzieciątko w jej łonie, a Duch Święty napełnił Elżbietę. Wydała ona okrzyk i powiedziała: «Błogosławiona jesteś między niewiastami i błogosławiony jest owoc Twojego łona. A skądże mi to, że Matka mojego Pana przychodzi do mnie? Oto, skoro głos Twego pozdrowienia zabrzmiał w moich uszach, poruszyło się z radości dzieciątko w moim łonie. Błogosławiona jesteś, któraś uwierzyła, że spełnią się słowa powiedziane Ci od Pana».

Łk 1, 39-45

W scenie spotkania Maryi z Elżbietą, Matka Boża doznaje czci od swojej ciężarnej krewnej, lecz bynajmniej nie z powodu niespodziewanego wprawdzie przybycia w gościnę (co w Palestynie wydawało się być podówczas jak najbardziej naturalnym), ale właśnie ze względu na to, iż została Ona rozpoznana jako „Matka naszego Pana”.

Dlatego też owo pozdrowienie przez Elżbietę nie jest zwyczajną formułą powitania, bowiem ma charakter uroczystej wręcz formy błogosławieństwa. Termin „błogosławiony” (gr. eulogetos), składa się z dwu słów: eu – „dobrze” oraz lego – „mówię”. Błogosławienie zatem oznacza, że człowiek wypowiada nad drugim swoje dobre słowo o nim.

Święty Franciszek z Asyżu napisał niegdyś w Liście do wszystkich wiernych, że „jesteśmy matkami, gdy Go [Jezusa] nosimy w sercu i w ciele naszym przez miłość oraz czyste i szczere sumienie, rodzimy Go przez święte uczynki” (2LW 52-53). Wobec tego każdy kto przyjmuje Ciało Chrystusa podczas Eucharystii, staje się „Matką naszego Pana”. Aczkolwiek rodzi Go dopiero wtedy, gdy widząc w drugim – równie co on grzesznym człowieku – także matkę Jezusa, wypowiada wyłącznie swoje dobre słowo o nim. Jak i Elżbieta ujrzawszy Maryję.

Błogosławcie, a nie złorzeczcie! (Rz 12, 14)

br.Antoni Małeta OFMCap

II Niedziela Zwykła 2016

W Kanie Galilejskiej odbywało się wesele i była tam Matka Jezusa. Zaproszono na to wesele także Jezusa i Jego uczniów. A kiedy zabrakło wina, Matka Jezusa mówi do Niego: Nie mają już wina. Jezus Jej odpowiedział: Czyż to moja lub Twoja sprawa, Niewiasto? Czyż jeszcze nie nadeszła godzina moja? Wtedy Matka Jego powiedziała do sług: Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie. Stało zaś tam sześć stągwi kamiennych przeznaczonych do żydowskich oczyszczeń, z których każda mogła pomieścić dwie lub trzy miary. Rzekł do nich Jezus: Napełnijcie stągwie wodą! I napełnili je aż po brzegi. Potem do nich powiedział: Zaczerpnijcie teraz i zanieście staroście weselnemu! Oni zaś zanieśli. A gdy starosta weselny skosztował wody, która stała się winem – nie wiedział bowiem, skąd ono pochodzi, ale słudzy, którzy czerpali wodę, wiedzieli – przywołał pana młodego i powiedział do niego: Każdy człowiek stawia najpierw dobre wino, a gdy się napiją, wówczas gorsze. Ty zachowałeś dobre wino aż do tej pory. Taki to początek znaków uczynił Jezus w Kanie Galilejskiej. Objawił swoją chwałę i uwierzyli w Niego Jego uczniowie. Następnie On, Jego Matka, bracia i uczniowie Jego udali się do Kafarnaum, gdzie pozostali kilka dni.

J 2, 1-12

Możemy zadawać sobie pytanie, dlaczego Jezus przemienia wodę w wino? Po co to wszystko? Bo nie jest dobrze żeby na weselu nie było do picia dobrego trunku? A może dlatego, że mama kazała? A być może dlatego, żeby się popisać i pokazać ludziom obecnym na biesiadzie, kim się naprawdę jest ? Nie. Jezus dokonuje przemiany wody w wino, aby wzbudzić w swoich uczniach WIARĘ. Po tej przemianie okazuje się, że Jezus jest kimś więcej, niż tylko mającym gadane, wielką wrażliwość na ludzi i ogromną wiedze nauczycielem. Jest kimś więcej niż się dotychczas wszystkim na około wydawało. Przez ten cud Jezus daje nam wszystkim poznać, że jest Panem całego stworzenia, że wszystko jest mu poddane. Ale wiara w Jezusa zakłada również coś więcej. Uczniowie musieli w pełni zaufać Mu i wykonywać wszystko cokolwiek im powie. Można by pomyśleć, po co taszczyć nam tyle tej wody? To jest bez sensu! Na weselu jest czas, żeby się bawić, żeby odpocząć, a nie latać z wiadrami i napełniać ogromne gliniane naczynia wodą. Po co to wszystko, skoro kończy się wino? Co ma piernik do wiatraka? Ale uczniowie zaufali i dzięki temu mogli ujrzeć cud który dokonał się na ich oczach.  Tak powinno być i z naszą wiarą. Wiara zakłada zaufanie. Aby komuś uwierzyć, powinniśmy mu najpierw zaufać, przede wszystkim w to, że nie chce nas oszukać. Jezus nigdy nas nie oszuka, powinniśmy bezgranicznie ufać naszemu Panu. Kiedy spotykają nas trudne doświadczenia, kiedy wydaje się nam, że to co nas spotyka jest zupełnie bez sensu, prośmy wtedy o łaskę wiary, miejmy odwagę prosić o cuda w naszym życiu, nie bójmy się wchodzić w trudne doświadczenia, z których może zrodzić się dla nas życie.

br. Przemysław Andrys OFMCap

Spotkanie opłatkowe Przyjaciół Postnowicjatu!

Modlitwa w życiu każdego człowieka zajmuje bardzo ważne miejsce. Codzienna modlitwa to jak chleb, który pokrzepia ciało – tak i spotkanie z Panem pokrzepia ducha. My, którzy jesteśmy spragnieni Boga, modlimy się do Niego, ale także potrzebujemy modlitwy wstawienniczej. I otrzymujemy ją od duchowych przyjaciół naszego Zakonu.

10 stycznia, w niedzielę Chrztu Pańskiego, odbyło się spotkanie opłatkowe z Wspólnotą Przyjaciół naszego Zakonu. Rozpoczęliśmy nasze wspólne spotkanie od Eucharystii. W swojej homilii br. Mariusz Kaczmarski zwrócił naszą uwagę na konsekwencję chrztu Jezusa dla wszystkich ludzi oraz jakie znaczenie ma chrzest dla każdego z nas.

Po Mszy Świętej wszyscy udaliśmy się do salki, gdzie składając sobie życzenia, łamaliśmy się opłatkiem. Później, przy filiżance ciepłej kawy i ciasteczek wymienialiśmy się swoimi przeżyciami od ostatniego spotkania. Kiedy na zegarze wybiła godzina trzynasta poszliśmy do naszego klasztornego refektarza na przepyszny obiad, gdzie kontynuowaliśmy rozmowy. Ostatnim punktem spotkania było wspólne kolędowanie przy szopce z akompaniamentem instrumentów.

Kończąc tą krótką relację, jako Bracia Kapucyni chcemy podziękować naszym duchowym przyjaciołom za wszelakie wsparcie, a szczególnie za modlitwę. Bóg zapłać!

br. Mikołaj Shyra OFMCap

Niedziela Chrztu Pańskiego 2016

Gdy lud oczekiwał z napięciem i wszyscy snuli domysły w sercach co do Jana, czy nie jest on Mesjaszem, on tak przemówił do wszystkich: «Ja was chrzczę wodą; lecz idzie mocniejszy ode mnie, któremu nie jestem godzien rozwiązać rzemyka u sandałów. On chrzcić was będzie Duchem Świętym i ogniem».

Kiedy cały lud przystępował do chrztu, Jezus także przyjął chrzest. A gdy się modlił, otworzyło się niebo i Duch Święty zstąpił na Niego w postaci cielesnej niby gołębica, a z nieba odezwał się głos: «Tyś jest mój Syn umiłowany, w Tobie mam upodobanie».

Łk 3, 15-16. 21-22

 

Ewangelia dzisiejszej niedzieli przenosi nas nad Jordan, gdzie Jan chrzci lud. Wśród podchodzących do zanurzenia pojawił się także Jezus. Czy potrzebował odpuszczenia grzechu, Ten który jest światłością i nie ma w Nim żadnej ciemności? Nie! Czy może przyszedł, aby uzyskać jakieś nowe łaski Boże Ten, który jest równy Ojcu i Duchowi Świętemu? Żadną miarą! Jezus przychodzi wypełnić wolę Ojca. Wypełnić do końca to co sprawiedliwe. Po Jego zanurzeniu, gdy modlił się, zstąpił Duch Święty. Spoczął na Nim jak równy na równym, niby palec Boży wskazujący Oczekiwanego. Objawiający Janowi i zgromadzonym ludziom, że oto „ Ten jest moim Synem umiłowanym”.

Słowo to dotyka dziś także mnie. Czyż nie noszę zaszczytnego imienia CHRZEŚCIJANINA?

Przecież ono mi mówi, że jestem zanurzony w chrzcie Chrystusowym, a więc w Duchu Świętym. W języku hebrajskim duch to życie, a świętość należy do Boga, a więc mój chrzest to zanurzenie w głębinach ŻYCIA BOŻEGO! To otrzymanie wielkiego daru życia Bożego. Czy mam świadomość tej godności?  Ten dar jest dla mnie niczym gwiazda-olbrzym, świecąca dla innych. Ale Jezus w scenie chrztu przypomina mi o konieczności modlitwy, która jest oddechem życia Bożego. Jeśli zabraknie u mnie tego oddechu, tego paliwa, to niczym tamta potężna gwiazda, zacznę zapadać się w sobie. Wtedy już nie dam blasku, ale jak czarna dziura sam straciwszy wszystko, pociągam innych za sobą w otchłań.

Umiłowany Synu Ojca, spraw, abym zawsze trwał w Tobie. Abym chodził zawsze w świetle. Aby Ojciec mógł we mnie – swoim dziecku – mieć pełne upodobanie.

br. Mateusz Skoczylas OFMCap