IV Niedziela Adwentu 2015

W tym czasie Maryja wybrała się i poszła z pośpiechem w góry do pewnego miasta w pokoleniu Judy. Weszła do domu Zachariasza i pozdrowiła Elżbietę. Gdy Elżbieta usłyszała pozdrowienie Maryi, poruszyło się dzieciątko w jej łonie, a Duch Święty napełnił Elżbietę. Wydała ona okrzyk i powiedziała: «Błogosławiona jesteś między niewiastami i błogosławiony jest owoc Twojego łona. A skądże mi to, że Matka mojego Pana przychodzi do mnie? Oto, skoro głos Twego pozdrowienia zabrzmiał w moich uszach, poruszyło się z radości dzieciątko w moim łonie. Błogosławiona jesteś, któraś uwierzyła, że spełnią się słowa powiedziane Ci od Pana».

Łk 1, 39-45

W scenie spotkania Maryi z Elżbietą, Matka Boża doznaje czci od swojej ciężarnej krewnej, lecz bynajmniej nie z powodu niespodziewanego wprawdzie przybycia w gościnę (co w Palestynie wydawało się być podówczas jak najbardziej naturalnym), ale właśnie ze względu na to, iż została Ona rozpoznana jako „Matka naszego Pana”.

Dlatego też owo pozdrowienie przez Elżbietę nie jest zwyczajną formułą powitania, bowiem ma charakter uroczystej wręcz formy błogosławieństwa. Termin „błogosławiony” (gr. eulogetos), składa się z dwu słów: eu – „dobrze” oraz lego – „mówię”. Błogosławienie zatem oznacza, że człowiek wypowiada nad drugim swoje dobre słowo o nim.

Święty Franciszek z Asyżu napisał niegdyś w Liście do wszystkich wiernych, że „jesteśmy matkami, gdy Go [Jezusa] nosimy w sercu i w ciele naszym przez miłość oraz czyste i szczere sumienie, rodzimy Go przez święte uczynki” (2LW 52-53). Wobec tego każdy kto przyjmuje Ciało Chrystusa podczas Eucharystii, staje się „Matką naszego Pana”. Aczkolwiek rodzi Go dopiero wtedy, gdy widząc w drugim – równie co on grzesznym człowieku – także matkę Jezusa, wypowiada wyłącznie swoje dobre słowo o nim. Jak i Elżbieta ujrzawszy Maryję.

Błogosławcie, a nie złorzeczcie! (Rz 12, 14)

br. Antoni Małeta OFMCap