Piąta Niedziela Wielkanocna

Jezus powiedział do swoich uczniów: „Ja jestem prawdziwym krzewem winnym, a Ojciec mój jest tym, który go uprawia. Każdą latorośl, która nie przynosi we Mnie owocu, odcina, a każdą, która przynosi owoc, oczyszcza, aby przynosiła owoc obfitszy. Wy już jesteście czyści dzięki słowu, które wypowiedziałem do was. Trwajcie we Mnie, a Ja w was będę trwać. Podobnie jak latorośl nie może przynosić owocu sama z siebie – jeżeli nie trwa w winnym krzewie – tak samo i wy, jeżeli we Mnie trwać nie będziecie. Ja jestem krzewem winnym, wy – latoroślami. Kto trwa we Mnie, a Ja w nim, ten przynosi owoc obfity, ponieważ beze Mnie nic nie możecie uczynić. Ten, kto nie trwa we Mnie, zostanie wyrzucony jak winna latorośl i uschnie. Potem ją zbierają i wrzucają w ogień, i płonie. Jeżeli we Mnie trwać będziecie, a słowa moje w was, to proście, o cokolwiek chcecie, a to wam się spełni. Ojciec mój przez to dozna chwały, że owoc obfity przyniesiecie i staniecie się moimi uczniami”.

J 15, 1-8

 

Dzisiejszej niedzieli Kościół daje nam piękny obraz naszej relacji z Bogiem. Bóg ukazuje się w symbolu winne krzewu. On jest centrum, korzeniem i  łodygą. Natomiast latorośl, czyli każdy z nas, jest w Niego wszczepiona, włączona w Jego życie, jest z Nim jednością. Bóg niejako otacza się nami, chce abyśmy z Nim byli złączeni, wyrastali z Niego. Bóg pragnie relacji miłości ze swoim stworzeniem, z każdym z nas! On zradza, jest dawcą życia – latorośl rośnie, rozwija się, wydaje owoce tylko złączona z winnym krzewem. Sama usycha i jest bezużyteczna. Latorośle i owoce są na zewnątrz, możemy je zobaczyć. Są tym co przyozdabia krzew – Twoje życie i jego owoce są chwałą Boga.

Warto dzisiaj spojrzeć na siebie i zobaczyć jak wygląda na co dzień moja relacja ze Stwórcą. Czy pamiętam o Nim w ciągu dnia? Cz zwracam się do Niego? Czy powierzam Mu cały dzień, swoje sprawy? Czy oddaje mu chociaż kilka minut swojego wolnego czasu?

Kiedy modlisz się, żyjesz w bliskości z Bogiem, słuchasz Jego Słowa, przystępujesz do sakramentów, Bóg żyje w Tobie i w Nim Twoje życie wydaje wspaniałe owoce.

br. Paweł Dubiel OFMCap

Częstochowska pielgrzymka kleryków

W dniach od szesnastego do siedemnastego kwietnia tego roku wzięliśmy udział w ogólnopolskiej pielgrzymce kleryków na Jasną Górę pod hasłem „W Sercu Jezusa, w Sercu Maryi”. Był to dla naszej wspólnoty bardzo ważny moment, który został wypełniony przez osobistą i wspólnotową modlitwę oraz wymianę  doświadczeń z napotkanymi braćmi, których łączy jedno pragnienie – mieć udział w Chrystusowym Kapłaństwie.

Pielgrzymka rozpoczęła się uroczystym apelem jasnogórskim, któremu przewodził ks. dr Wojciech Wójtowicz, przewodniczący Konferencji Rektorów Wyższych Seminariów Duchownych Diecezjalnych i Zakonnych. We wspólnej modlitwie zawierzyliśmy Maryi nasze polskie seminaria, prosząc, aby Maryja wypraszała wszelkie potrzebne łaski i prowadziła nas do swojego Syna.

Kolejnego dnia o godzinie 10 zawiązaliśmy wspólnotę w katedrze częstochowskiej, gdzie płomienną konferencję wygłosił dla nas ks. bp Grzegorz Ryś, metropolita łódzki. Mówił on o jarzmie Chrystusowym, który każdy kapłan zakłada na siebie wraz z momentem święceń. Pytał nas także o to, co zdążyliśmy już w naszym życiu pokochać. Zachęcał nas także do oddania się Sercu Jezusa przez Serce Maryi jak Jan Apostoł, który spoczywał na piersi Jezusa w trakcie Ostatniej Wieczerzy oraz któremu sam Pan powierzył własną Matkę.

Następnie udaliśmy się procesyjnie z katedry do Sanktuarium Matki Bożej na Jasnej Górze modląc się w trakcie drogi różańcem. Tam uczestniczyliśmy w uroczystej Mszy Świętej w jęz. łacińskim, której przewodniczył ks. apb Jorge Carlos Patron Wong, sekretarz Kongregacji ds. Duchowieństwa, który także wygłosił dla nas homilię. Swoje słowo skierował do nas także ks. prymas Wojciech Polak.

Czas pielgrzymki był dla nas bardzo ważny, ponieważ na sam jej koniec każdy z nas powierzył się Matce Najświętszej. Wierzymy, że będzie ona nas wspierać przez swoją modlitwę w drodze do kapłaństwa.

br. Piotr Zachciał OFMCap

Czwarta Niedziela Wielkanocna

Jezus powiedział: „Ja jestem dobrym pasterzem. Dobry pasterz daje życie swoje za owce. Najemnik zaś i ten, kto nie jest pasterzem, którego owce nie są własnością, widząc nadchodzącego wilka, opuszcza owce i ucieka, a wilk je porywa i rozprasza; najemnik ucieka, dlatego że jest najemnikiem i nie zależy mu na owcach. Ja jestem dobrym pasterzem i znam owce moje, a moje Mnie znają, podobnie jak Mnie zna Ojciec, a Ja znam Ojca. Życie moje oddaję za owce. Mam także inne owce, które nie są z tej zagrody. I te muszę przyprowadzić, i będą słuchać głosu mego, i nastanie jedna owczarnia, jeden pasterz. Dlatego miłuje Mnie Ojciec, bo Ja życie moje oddaję, aby je znów odzyskać. Nikt Mi go nie zabiera, lecz Ja sam z siebie je oddaję. Mam moc je oddać i mam moc je znów odzyskać. Taki nakaz otrzymałem od mojego Ojca”.

J 10, 11-18

 

   Przez ostatni tydzień w liturgicznych czytaniach Jezus nam mówi, że jest chlebem życia. Natomiast w dzisiejszej niedzielnej Ewangelii słyszymy, że Jezus jest dobrym pasterzem. Spójnym mianownikiem, który łączy te dwie perykopy jest przyjmowanie Jezusa. Przyjmowanie Jezusa jako pokarm eucharystyczny w chlebie żywym i przyjmowanie Jezusa w słowie czytań liturgicznych, aby móc jak owca pójść za Jego głosem. Przyjmując Jezusa wyznajemy, że On jest Panem naszego życia, zawierzamy się Mu, ponieważ wierzymy że jako dobry pasterz doprowadzi swoją trzódkę do swojego Ojca.

   Jezusowi zależy na nas, ponieważ jest dobrym pasterzem, a nie wynajętym za pieniądze  najemnikiem, który troszczy się o swoje i ucieka przy niebezpieczeństwie. To właśnie Jezus troszczy się o mnie, a ja jestem dla Niego jak ta setna zagubiona owca za którą wyrusza, aby odnaleźć. Albo też tą jedyną owieczką z przypowieści proroka Natana, którą nabył biedak, karmił ją i wyrosła przy nim wraz z jego dziećmi, jadła jego chleb i piła z jego kubka, spała u jego boku i była dla niego jak córka…(2 Sam. 12,3).

   Takiej miłości doznaje Jezus od swojego Ojca, taką też miłością nas kocha. Jezus jest kochany przez Ojca i wie, że Ojciec nigdy Go nie opuści. Dosłownie do ostatniego tchnięcia zaufał Ojcu. Umierając na krzyżu donośnym głosem zawołał: „Ojcze w twoje ręce powierzam Ducha mego” (Łk. 23,46). W Jezusie Chrystusie jesteśmy na nowo przebóstwieni! Przyjmijmy z wiarą do serc naszego dobrego pasterza, aby nas poprowadził do domu swego Ojca!

br. Mikołaj Shyra OFMCap

 

 

Trzecia Niedziela Wielkanocna

Uczniowie opowiadali, co ich spotkało w drodze i jak poznali Jezusa przy łamaniu chleba. A gdy rozmawiali o tym, On sam stanął pośród nich i rzekł do nich: „Pokój wam!” Zatrwożonym i wylękłym zdawało się, że widzą ducha. Lecz On rzekł do nich: „Czemu jesteście zmieszani i dlaczego wątpliwości budzą się w waszych sercach? Popatrzcie na moje ręce i nogi: to Ja jestem. Dotknijcie Mnie i przekonajcie się: duch nie ma ciała ani kości, jak widzicie, że Ja mam”. Przy tych słowach pokazał im swoje ręce i nogi. Lecz gdy oni z radości jeszcze nie wierzyli i pełni byli zdumienia, rzekł do nich: „Macie tu coś do jedzenia?” Oni podali Mu kawałek pieczonej ryby. Wziął i spożył przy nich. Potem rzekł do nich: „To właśnie znaczyły słowa, które mówiłem do was, gdy byłem jeszcze z wami: Musi się wypełnić wszystko, co napisane jest o Mnie w Prawie Mojżesza, u Proroków i w Psalmach”. Wtedy oświecił ich umysły, aby rozumieli Pisma. I rzekł do nich: „Tak jest napisane: Mesjasz będzie cierpiał i trzeciego dnia zmartwychwstanie; w imię Jego głoszone będzie nawrócenie i odpuszczenie grzechów wszystkim narodom, począwszy od Jeruzalem. Wy jesteście świadkami tego”.

Łk 24, 35-48

 

W dzisiejszej Ewangelii widzimy Zmartwychwstałego Jezusa, który staje przed swoimi uczniami i mówi: ,,Pokój wam”. Wydaje się, że te słowa stanowią oś dzisiejszej perykopy. Jezus zastaje swoich uczniów zamkniętych w wieczerniku. Zamknięte drzwi wieczernika symbolizują ich sytuację – są zalęknieni, zmieszani, pełni wątpliwości. Ich Mistrz, któremu towarzyszyli przez ostatnie trzy lata został zabity i pogrzebany. Razem z Nim zostały pogrzebane ich prywatne marzenia – ,,a myśmy się spodziewali, że on miał wyzwolić Izraela”. Tymczasem doszły ich słuchy, że oto powstał z martwych. Najpierw ukazał się kobietom, potem spotkali go uczniowie wędrujący do Emaus, a także widział go Szymon. Te wszystkie informacje sprawiają, że jest w nich pełno sprzeczności – wiara miesza się z niewiarą, radość ze smutkiem, wierność z chęcią rezygnacji. Pojawia się pytanie: Co dalej?

W tym momencie Zmartwychwstały staje pomiędzy nimi i mówi ,,Pokój wam”.  Te słowa, pomimo tego, że są zwyczajnym pozdrowieniem żydowskim, w ustach Jezusa nabierają zupełnie nowej mocy. Chrystus nie przynosi pokoju, który jest płytki, tymczasowy, sentymentalny – nie jest to pokój jaki daje świat. Pokój, który daje Jezus jest głębokim doświadczeniem Jego panowania nad całą rzeczywistością. Oto jest Ten, który jest Panem, Kyriosem, tym, który zniszczył panowanie śmierci i pokonał diabła –nie mają już oni władzy nad człowiekiem. Jezus przychodzi i daje pokój, bezpieczeństwo, radość, zabierając każdy smutek, lęk, niepewność.

Warto dzisiaj odnaleźć się w tej Ewangelii. Zobaczyć w sobie to doświadczenie uczniów zamkniętych w wieczerniku, dotknąć tego miejsca, gdzie rozczarowałem się Bogiem, zamknąłem się na Niego. Zmartwychwstały przychodzi tam do Ciebie i mówi: ,,Pokój Tobie! Zbudź się, który śpisz! (…) Powstań z martwych, albowiem jestem życiem umarłych. Powstań ty, który jesteś dziełem rąk moich. Powstań ty, który jesteś moim obrazem uczynionym na moje podobieństwo. Powstań, wyjdźmy stąd!” (por. Starożytna Homilia Paschalna na Wielką Sobotę).

br. Michał Stec OFMCap