Niedziela Zmartwychwstania Pańskiego 2017

Pierwszego dnia po szabacie, wczesnym rankiem, gdy jeszcze było ciemno, Maria Magdalena udała się do grobu i zobaczyła kamień odsunięty od grobu. Pobiegła więc i przybyła do Szymona Piotra i do drugiego ucznia, którego Jezus kochał, i rzekła do nich: Zabrano Pana z grobu i nie wiemy, gdzie Go położono. Wyszedł więc Piotr i ów drugi uczeń i szli do grobu. Biegli oni obydwaj razem, lecz ów drugi uczeń wyprzedził Piotra i przybył pierwszy do grobu. A kiedy się nachylił, zobaczył leżące płótna, jednakże nie wszedł do środka. Nadszedł potem także Szymon Piotr, idący za nim. Wszedł on do wnętrza grobu i ujrzał leżące płótna oraz chustę, która była na Jego głowie, leżącą nie razem z płótnami, ale oddzielnie zwiniętą na jednym miejscu. Wtedy wszedł do wnętrza także i ów drugi uczeń, który przybył pierwszy do grobu. Ujrzał i uwierzył. Dotąd bowiem nie rozumieli jeszcze Pisma, /które mówi/, że On ma powstać z martwych.

J 20,1-9

Maria poszła do grobu w ciemnościach. Te ciemności mogą symbolizować ciemności w jakiej się znajdowała po wydarzeniach Wielkiego Piątku. Jej Pan, ukochany nauczyciel został brutalnie zamordowany. Ktoś kto był dla niej oparciem zniknął z Jej życia – odczuwała pustkę. Gdy zobaczyła że grób w którym został złożony Jezus jest otwarty, ta jej rozpacz na pewno się pogłębiła.

Doświadczenie Marii boże być doświadczeniem każdego z nas. Często bowiem w naszym życiu stawiamy sobie pytanie – czy Bóg w ogóle jest? A jeśli tak, to gdzie? Gdzie go położono?

Dzisiejsza perykopa nie kończy się jednak w tym beznadziejnym momencie. Jej zakończeniem jest Dobra Nowina – Piotr i Jan, którzy pobiegli zobaczyć do grobu, UWIERZYLI i ZROZUMIELI PISMA, które mówiły o zmartwychwstaniu.

Podobnie w naszym życiu – gdy słuchamy Słowa, na pewno kiedyś będzie nam dane skonfrontować je z naszym życiem i dostrzec w ten sposób oczyma wiary ZMARTWYCHWSTAŁEGO, który jest zawsze przy nas i chce nam objawiać swoją miłość, tak jak zrobił to wobec apostołów. To co wydawało się największą tragedią i rozpaczą, w świetle Słowa okazało się wielkim dowodem miłości Boga do człowieka.

br. Miłosz Dawid OFMCap

Niedziela Palmowa czyli Męki Pańskiej 2017

Gdy się zbliżyli do Jerozolimy i przyszli do Betfage na Górze Oliwnej, wtedy Jezus posłał dwóch uczniów, mówiąc im: «Idźcie do wsi, która jest przed wami, a zaraz znajdziecie uwiązaną oślicę i przy niej źrebię. Odwiążcie je i przyprowadźcie do Mnie. A gdyby wam ktoś coś mówił, powiecie: „Pan ich potrzebuje i zaraz je odeśle”». A stało się to, żeby się spełniło słowo Proroka: «Powiedzcie Córze Syjonu: Oto Król twój przychodzi do ciebie łagodny, siedzący na osiołku, źrebięciu oślicy». Uczniowie poszli i uczynili, jak im Jezus polecił. Przyprowadzili oślicę i źrebię i położyli na nie swe płaszcze, a On usiadł na nich. Tłum zaś ogromny słał swe płaszcze na drodze, a inni obcinali gałązki z drzew i słali nimi drogę. A tłumy, które Go poprzedzały i które szły za Nim, wołały głośno: «Hosanna Synowi Dawida! Błogosławiony Ten, który przychodzi w imię Pańskie! Hosanna na wysokościach!» Gdy wjechał do Jerozolimy, poruszyło się całe miasto, i pytano: «Kto to jest?» A tłumy odpowiadały: «To jest prorok, Jezus z Nazaretu w Galilei».

Mt 21, 1-11

 

Dzisiejsza niedziela jest kojarzona z czytanym podczas liturgii opisem Męki Pańskiej. Jednak mało kto wie, że Kościół w tym dniu daje nam  jeszcze inny fragment Ewangelii, który traktuje o uroczystym wjeździe Jezusa do Jerozolimy. Dlatego dziś chcę się krótko pochylić nad tym fragmentem.

Jezus zbliża się do Jerozolimy – miejsca, gdzie ostatecznie objawi się Jego chwała, poprzez doświadczenie męki, śmierci i zmartwychwstania. Zanim jednak to nastąpi, ma miejsce wydarzenie niespotykane wcześniej na kartach Ewangelii. Jezus uroczyście wjeżdża do  Jerozolimy. Towarzyszy temu podniosła atmosfera, okrzyki radości, gesty uznania ze strony ludzi. Wybuch szczęścia u gromadzącego się tłumu był spowodowany wjazdem proroka, który czynił wielkie cuda i mesjasza rozumianego w sensie politycznym jako wybawiciela narodu z rąk okupanta rzymskiego, a nie Mesjasza- Zbawiciela, który objawia Królestwo Boże, odpuszcza grzechy i obdarza życiem wiecznym.

Nie dajmy się porwać takim sytuacjom, gdy doświadczamy od innych dowodów szczególnego uznania, nawet czasem zasłużonego, a także chwilom gdy jesteśmy niezrozumiani i odrzuceni. Wzorem Jezusa nie karmmy naszej pychy i próżności. Bowiem po  tym uroczystym wjeździe, którego doświadczył Jezus, nastąpią Wielki Czwartek i Piątek. Okrzyki radości i zachwytu nad prorokiem, zamienią się w opuszczenie oraz wyrok śmierci i potępienia. A zrozumienie tych wydarzeń przez Jego uczniów nastąpi później, w blasku chwały Zmartwychwstania.

br. Bartosz Hejnig OFMCap

V Niedziela Wielkiego Postu 2017

Był pewien chory, Łazarz z Betanii, z miejscowości Marii i jej siostry Marty. Maria zaś była tą, która namaściła Pana olejkiem i włosami swoimi otarła Jego nogi. Jej to brat Łazarz chorował. Siostry zatem posłały do Niego wiadomość: Panie, oto choruje ten, którego Ty kochasz. Jezus usłyszawszy to rzekł: Choroba ta nie zmierza ku śmierci, ale ku chwale Bożej, aby dzięki niej Syn Boży został otoczony chwałą. A Jezus miłował Martę i jej siostrę, i Łazarza. Mimo jednak że słyszał o jego chorobie, zatrzymał się przez dwa dni w miejscu pobytu. Dopiero potem powiedział do swoich uczniów: Chodźmy znów do Judei. Rzekli do Niego uczniowie: Rabbi, dopiero co Żydzi usiłowali Cię ukamienować i znów tam idziesz? Jezus im odpowiedział: Czyż dzień nie liczy dwunastu godzin? Jeżeli ktoś chodzi za dnia, nie potknie się, ponieważ widzi światło tego świata. Jeżeli jednak ktoś chodzi w nocy, potknie się, ponieważ brak mu światła. To powiedział, a następnie rzekł do nich: Łazarz, przyjaciel nasz, zasnął, lecz idę, aby go obudzić. Uczniowie rzekli do Niego: Panie, jeżeli zasnął, to wyzdrowieje. Jezus jednak mówił o jego śmierci, a im się wydawało, że mówi o zwyczajnym śnie. Wtedy Jezus powiedział im otwarcie: Łazarz umarł, ale raduję się, że Mnie tam nie było, ze względu na was, abyście uwierzyli. Lecz chodźmy do niego. Na to Tomasz, zwany Didymos, rzekł do współuczniów: Chodźmy także i my, aby razem z Nim umrzeć. Kiedy Jezus tam przybył, zastał Łazarza już do czterech dni spoczywającego w grobie. A Betania była oddalona od Jerozolimy około piętnastu stadiów i wielu Żydów przybyło przedtem do Marty i Marii, aby je pocieszyć po bracie. Kiedy zaś Marta dowiedziała się, że Jezus nadchodzi, wyszła Mu na spotkanie. Maria zaś siedziała w domu. Marta rzekła do Jezusa: Panie, gdybyś tu był, mój brat by nie umarł. Lecz i teraz wiem, że Bóg da Ci wszystko, o cokolwiek byś prosił Boga. Rzekł do niej Jezus: Brat twój zmartwychwstanie. Rzekła Marta do Niego: Wiem, że zmartwychwstanie w czasie zmartwychwstania w dniu ostatecznym. Rzekł do niej Jezus: Ja jestem zmartwychwstaniem i życiem. Kto we Mnie wierzy, choćby i umarł, żyć będzie. Każdy, kto żyje i wierzy we Mnie, nie umrze na wieki. Wierzysz w to? Odpowiedziała Mu: Tak, Panie! Ja wciąż wierzę, żeś Ty jest Mesjasz, Syn Boży, który miał przyjść na świat. Gdy to powiedziała, odeszła i przywołała po kryjomu swoją siostrę, mówiąc: Nauczyciel jest i woła cię. Skoro zaś tamta to usłyszała, wstała szybko i udała się do Niego. Jezus zaś nie przybył jeszcze do wsi, lecz był wciąż w tym miejscu, gdzie Marta wyszła Mu na spotkanie. Żydzi, którzy byli z nią w domu i pocieszali ją, widząc, że Maria szybko wstała i wyszła, udali się za nią, przekonani, że idzie do grobu, aby tam płakać. A gdy Maria przyszła do miejsca, gdzie był Jezus, ujrzawszy Go upadła Mu do nóg i rzekła do Niego: Panie, gdybyś tu był, mój brat by nie umarł. Gdy więc Jezus ujrzał jak płakała ona i Żydzi, którzy razem z nią przyszli, wzruszył się w duchu, rozrzewnił i zapytał: Gdzieście go położyli? Odpowiedzieli Mu: Panie, chodź i zobacz. Jezus zapłakał. A Żydzi rzekli: Oto jak go miłował! Niektórzy z nich powiedzieli: Czy Ten, który otworzył oczy niewidomemu, nie mógł sprawić, by on nie umarł? A Jezus ponownie, okazując głębokie wzruszenie, przyszedł do grobu. Była to pieczara, a na niej spoczywał kamień. Jezus rzekł: Usuńcie kamień. Siostra zmarłego, Marta, rzekła do Niego: Panie, już cuchnie. Leży bowiem od czterech dni w grobie. Jezus rzekł do niej: Czyż nie powiedziałem ci, że jeśli uwierzysz, ujrzysz chwałę Bożą? Usunięto więc kamień. Jezus wzniósł oczy do góry i rzekł: Ojcze, dziękuję Ci, żeś mnie wysłuchał. Ja wiedziałem, że mnie zawsze wysłuchujesz. Ale ze względu na otaczający Mnie lud to powiedziałem, aby uwierzyli, żeś Ty Mnie posłał. To powiedziawszy zawołał donośnym głosem: Łazarzu, wyjdź na zewnątrz! I wyszedł zmarły, mając nogi i ręce powiązane opaskami, a twarz jego była zawinięta chustą. Rzekł do nich Jezus: Rozwiążcie go i pozwólcie mu chodzić. Wielu więc spośród Żydów przybyłych do Marii ujrzawszy to, czego Jezus dokonał, uwierzyło w Niego.

J 11,1-45

 

Dzisiejsza Ewangelia pokazuje nam jak wrażliwą, ale zarazem odważną osobą był Jezus. Nie chodzi tu o wzruszenie artysty.. Jezus zapłakał widząc biedę drugiego, był do głębi poruszony jego cierpieniem. Zarazem ta wrażliwość popycha go do odważnego powrotu do Judei, gdzie przecież niedawno próbowano Go ukamienować. Jego miłość do przyjaciół (Łazarza i jego sióstr) przekracza strach przed własnym cierpieniem. Może się okazać, że czasem jedno dobre spojrzenie, jeden gest ofiarowany cierpiącemu wyprowadzi go z grobu grzechu, samotności czy depresji. Nie bój się wrażliwości na drugiego.

br. Jakub Haracz OFMCap