IV NIEDZIELA WIELKIEGO POSTU 2016

W owym czasie zbliżali się do Jezusa wszyscy celnicy i grzesznicy, aby Go słuchać. Na to szemrali faryzeusze i uczeni w Piśmie. Ten przyjmuje grzeszników i jada z nimi. Opowiedział im wtedy następującą przypowieść: Pewien człowiek miał dwóch synów. Młodszy z nich rzekł do ojca: Ojcze, daj mi część majątku, która na mnie przypada. Podzielił więc majątek między nich. Niedługo potem młodszy syn, zabrawszy wszystko, odjechał w dalekie strony i tam roztrwonił swój majątek, żyjąc rozrzutnie. A gdy wszystko wydał, nastał ciężki głód w owej krainie i on sam zaczął cierpieć niedostatek. Poszedł i przystał do jednego z obywateli owej krainy, a ten posłał go na swoje pola żeby pasł świnie. Pragnął on napełnić swój żołądek strąkami, którymi żywiły się świnie, lecz nikt mu ich nie dawał. Wtedy zastanowił się i rzekł: Iluż to najemników mojego ojca ma pod dostatkiem chleba, a ja tu z głodu ginę. Zabiorę się i pójdę do mego ojca, i powiem mu: Ojcze, zgrzeszyłem przeciw Bogu i względem ciebie; już nie jestem godzien nazywać się twoim synem: uczyń mię choćby jednym z najemników. Wybrał się więc i poszedł do swojego ojca. A gdy był jeszcze daleko, ujrzał go jego ojciec i wzruszył się głęboko; wybiegł naprzeciw niego, rzucił mu się na szyję i ucałował go. A syn rzekł do niego: Ojcze, zgrzeszyłem przeciw Bogu i względem ciebie, już nie jestem godzien nazywać się twoim synem. Lecz ojciec rzekł do swoich sług: Przynieście szybko najlepszą szatę i ubierzcie go; dajcie mu też pierścień na rękę i sandały na nogi. Przyprowadźcie utuczone cielę i zabijcie: będziemy ucztować i bawić się, ponieważ ten mój syn był umarły, a znów ożył; zaginął, a odnalazł się. I zaczęli się bawić. Tymczasem starszy jego syn przebywał na polu. Gdy wracał i był blisko domu, usłyszał muzykę i tańce. Przywołał jednego ze sług i pytał go, co to ma znaczyć. Ten mu rzekł: Twój brat powrócił, a ojciec twój kazał zabić utuczone cielę, ponieważ odzyskał go zdrowego. Na to rozgniewał się i nie chciał wejść; wtedy ojciec jego wyszedł i tłumaczył mu. Lecz on odpowiedział ojcu: Oto tyle lat ci służę i nigdy nie przekroczyłem twojego rozkazu; ale mnie nie dałeś nigdy koźlęcia, żebym się zabawił z przyjaciółmi. Skoro jednak wrócił ten syn twój, który roztrwonił twój majątek z nierządnicami, kazałeś zabić dla niego utuczone cielę. Lecz on mu odpowiedział: Moje dziecko, ty zawsze jesteś przy mnie i wszystko moje do ciebie należy. A trzeba się weselić i cieszyć z tego, że ten brat twój był umarły, a znów ożył, zaginął a odnalazł się.

(Łk 15,1-3.11-32)

Dziś dany jest nam jeden z najpiękniejszych fragmentów całej Biblii. Opowieść o Marnotrawnym synu i Miłosiernym ojcu, jest niewątpliwie historią pełną miłości, przebaczenia i pokory, ale także jej braku, zawiści i chytrości. Ojciec i dwóch braci, tak różnych od siebie. Jeden, pragnący odłączyć się od rodziny, chce zakosztować bezmyślnej wolności i frywolnej zabawy. Drugi zawsze wierny, pracowity, można by rzec wzór nieskazitelności i synostwa.

A jednak sprawy się komplikują. Młodszy syn chcę odejść. Ojciec pokornie i ze spokojem przyjmuję wolę syna, który pragnie go opuścić, oddaje mu połowę swego majątku i pozwala odejść. Nie ma scen histerii, płaczu i rozrywania szat. Wszystko w cichej atmosferze pokory i zgody na wolę drugiego człowieka.

Jednak coś idzie nie tak. Majątek szybko stopniał i sytuacja radykalnie się odmienia. Młodszy syn zaczyna odczuwać brak. Zostaje upokorzony, podejmuje się najbardziej odrażającej, na tamte czasy pracy – pasie świnie. Niżej już nie można upaść, sięga dna.

Podobnie i my, gdy upadamy w grzech. Brodzimy w błocie, które często zaczyna sięgać nam już po szyję. I w takim momencie, w tak beznadziejnej sytuacji, często zdajemy sobie sprawę, że jest szansa ratunku, że jest ktoś, kto mimo wszystko mnie kocha, kto pomimo mojej słabości, staje zawsze z otwartymi ramionami. Tym kimś jest nasz Miłosierny Ojciec – Bóg. On się nigdy nie odwraca, On zawsze cierpliwie czeka i z miłością wygląda mojego powrotu. U niego zawsze jest miejsce dla mnie, w Jego domu zawsze doświadczę miłości, ciepła i zrozumienia. Często potrzebne nam jest trudne doświadczenie, które pokaże nam, gdzie tak naprawdę jest nasze szczęście. Potrzebny jest nam impuls do powrotu, do uznania swoich słabości, do wejścia w śmierć i zobaczenie czym jest krzyż.

Nie bądźmy nigdy jak ten drugi syn, nie pozwólmy na mówienie, że jesteśmy lepsi, że zawsze byliśmy sprawiedliwi, że jesteśmy nienaganni. Grzech pychy nie pozwala starszemu bratu na gest miłości, lecz rodzi bunt i pretensje za to, że inny potrafi kochać i przebaczać.

Bądźmy takimi, jakim jest Miłosierny Ojciec, umiejmy dzielić się nasza miłością i szczęściem. Umiejmy przebaczać, zawsze ilekroć ktoś nas o to poprosi. Więcej dawajmy a nie bierzmy. Cieszmy się czyimś sukcesem, nie zazdroszcząc dobra jakie Bóg działa przez drugiego człowieka, a gdy zdarzy nam się zbuntować i odejść, nie zapominajmy że zawsze jest ktoś, kto na mnie czeka i zawsze pragnie mojego i twojego szczęścia.

br. Przemysław Andrys OFMCap