Spotkanie braterskie w Lublinie!

W końcu nadszedł długo oczekiwany weekend! W dniach od 6 do 8 listopada pojechaliśmy dziewięcioosobową grupą do Lublina rozegrać mecz piłki nożnej z braćmi z warszawskiej Prowincji Kapucynów. Oczywiście gra była tylko pretekstem do wspólnego spotkania, braterskiej modlitwy, rozmówi i wymiany doświadczeń.

Wszystko zaczęło się w piątek wieczorem. Po kilku godzinach jazdy dotarliśmy do Lublina, gdzie w klasztorze na Poczekajce czekali na nas z kolacją ponowicjusze. Po posiłku i krótkiej rekreacji udaliśmy się do chóru zakonnego, aby wziąć udział w nabożeństwie pokutnym. Składała się na nie konferencja ojca duchowego, spowiedź i adoracja. W usłyszanym słowie najmocniej zapadła nam w pamięć postawa wdzięczności za całą otaczającą nas rzeczywistość – plan dnia, obowiązki studia.

Sobota przywitała nas zimną i deszczową aurą. Jednakże spotkanie z Jezusem w Eucharystii i Słowie Bożym, od którego rozpoczęliśmy ten dzień, przegnało wszystkie „chmury”. Po śniadaniu i tradycyjnej porannej kawie udaliśmy się pieszo na boisko, gdzie czekało nas niemało emocji. Po rozgrzewce obu drużyn i modlitwie ruszyliśmy w piłkarskie zapasy. Pierwsza połowa meczu wskazywała na przewagę braci z Krakowa, którzy będąc często przy piłce okupywali bramkę przeciwnika. Ale wyniku nie dało się zmienić. Po intensywnej i zawziętej grze ostatecznie triumfowali kapucyni…z Prowincji Warszawskiej, pokonując krakowską drużynę postnowicjatu 4:3. Gratulujemy zwycięzcom!

Oczywiście na spotkaniu przy piłce się nie skończyło. Po modlitwach i obiedzie czekało na nas zwiedzanie Lublina z bratem Rolandem Prejsem, który w krótkich i zwięzłych słowach przedstawił nam pigułce historię miasta.  Wieczór spędziliśmy na wspólnych rozmowach i śpiewie, kończąc go projekcją musicalu „Płomień wierności”, który przygotowali w całości bracia i wspólnoty z Poczekajki. Jest to opowieść o braciach kapucynach, którzy podczas II wojny światowej oddali swoje życie w obozie koncentracyjnym w Dachau.

W niedziele około południa, w drodze powrotnej do Krakowa, przyjechaliśmy w odwiedziny do naszego klasztoru w Stalowej Woli. Spędziliśmy wspólnie z postulantami całe popołudnie i tym razem możemy się poszczycić zwycięstwem – wygraliśmy towarzyski mecz! Choć bez pucharu, ale z sercem przepełnionym radością wróciliśmy wieczorem do domu.

br. Paweł Dubiel OFMCap

 

XXXII Niedziela 2015

Jezus nauczając mówił do zgromadzonych: «Strzeżcie się uczonych w Piśmie. Z upodobaniem chodzą oni w powłóczystych szatach, lubią pozdrowienia na rynku, pierwsze krzesła w synagogach i zaszczytne miejsca na ucztach. Objadają domy wdów i dla pozoru odprawiają długie modlitwy. Ci tym surowszy dostaną wyrok». Potem usiadł naprzeciw skarbony i przypatrywał się, jak tłum wrzucał drobne pieniądze do skarbony. Wielu bogatych wrzucało wiele. Przyszła też jedna uboga wdowa i wrzuciła dwa pieniążki, czyli jeden grosz. Wtedy przywołał swoich uczniów i rzekł do nich: «Zaprawdę powiadam wam: Ta uboga wdowa wrzuciła najwięcej ze wszystkich, którzy kładli do skarbony. Wszyscy bowiem wrzucali z tego, co im zbywało; ona zaś ze swego niedostatku wrzuciła wszystko, co miała, całe swe utrzymanie».

Mk 12, 38-44

W tej Ewangelii zawarte są głębokie Słowa Chrystusa, które wypowiada do każdego człowieka. Pan przestrzega nas przed obłudą. Mówi to powołując się na uczonych w Piśmie, czyli tych którzy powinni być przykładem dla ludzi, gdyż czerpią z niewyczerpalnego źródła mądrości, jakim jest Słowo Boże. Jednak często działo się tak, że ci którzy winni być wzorem, przywiązywali większą wagę do zaszczytów i szacunku niż do poszukiwania mądrości.

Podobnie też dzieje się dzisiaj wśród wielkich tego świata a i także niestety wśród duchownych. Lubują się oni w pochwałach, tytułach czy władzy zachowując przy tym pozory pobożności. To że Jezus nas przed nimi przestrzega, nie oznacza przyzwolenia na to by ich osądzać, gdyż sądzić ludzi może tylko Bóg. Dlatego Chrystus mówi dalej o tej ubogiej wdowie, aby zwrócić naszą uwagę na głębie serca, czyli na intencję jakie każdemu człowiekowi towarzyszą.

Łatwo bowiem może nam przychodzić podejrzewać innych o obłudę, o fałszywość, o aktorstwo i stwarzanie pozorów. Lecz czy znamy czyjeś serce, by wiedzieć jakie ktoś ma intencje? A może lepiej przyjrzeć się sobie samemu i ustrzec się przed tym, co tak wyraźnie widzimy u innych a tak słabo u siebie.

br. Wojciech Pawłowski OFMCap