Zakończenie roku formacyjnego i akademickiego 2014/2015

W Postnowicjacie podsumowaliśmy i zakończyliśmy rok formacyjny i akademicki 2014/2015. Z tej okazji 27 czerwca 2015 świętowaliśmy wspólnie to wydarzenie, w gronie braci i wykładowców.

Podsumowanie roku rozpoczęliśmy od Eucharystii, którą celebrował br. Tomasz Żak, Minister Prowincjalny, a słowo dla nas wygłosił br. Jerzy Pająk, ojciec duchowy naszego seminarium, który w tym roku zakończył swoją posługę w Postnowicjacie. Dziękujemy mu za Jego posługę.

Na wspólnej modlitwie dziękowaliśmy Bogu za miniony rok oraz polecaliśmy Mu rozpoczynający się czas przerwy wakacyjnej. Następnie odbył się uroczysty obiad podczas którego kontynuowaliśmy braterskie świętowanie.

Dziękujemy wszystkim, którzy pracowali z nami przez ten rok, jak również tym, którzy wspierali nas swoją modlitwą. Bóg zapłać!

 

Za cały rok Bogu niech będą dzięki!

br. Piotr Podoba OFMCap

XIII Niedziela zwykła 2015

Gdy Jezus przeprawił się z powrotem w łodzi na drugi brzeg, zebrał się wielki tłum wokół Niego, a On był jeszcze nad jeziorem. Wtedy przyszedł jeden z przełożonych synagogi, imieniem Jair. Gdy Go ujrzał, upadł Mu do nóg i prosił usilnie: Moja córeczka dogorywa, przyjdź i połóż na nią ręce, aby ocalała i żyła. Poszedł więc z nim, a wielki tłum szedł za Nim i zewsząd na Niego napierał. A pewna kobieta od dwunastu lat cierpiała na upływ krwi. Wiele przecierpiała od różnych lekarzy i całe swe mienie wydała, a nic jej nie pomogło, lecz miała się jeszcze gorzej. Słyszała ona o Jezusie, więc przyszła od tyłu, między tłumem, i dotknęła się Jego płaszcza. Mówiła bowiem: żebym się choć Jego płaszcza dotknęła, a będę zdrowa. Zaraz też ustał jej krwotok i poczuła w ciele, że jest uzdrowiona z dolegliwości. A Jezus natychmiast uświadomił sobie, że moc wyszła od Niego. Obrócił się w tłumie i zapytał: Kto się dotknął mojego płaszcza? Odpowiedzieli Mu uczniowie: Widzisz, że tłum zewsząd Cię ściska, a pytasz: Kto się Mnie dotknął. On jednak rozglądał się, by ujrzeć tę, która to uczyniła. Wtedy kobieta przyszła zalękniona i drżąca, gdyż wiedziała, co się z nią stało, upadła przed Nim i wyznała Mu całą prawdę. On zaś rzekł do niej: Córko, twoja wiara cię ocaliła, idź w pokoju i bądź uzdrowiona ze swej dolegliwości! Gdy On jeszcze mówił, przyszli ludzie od przełożonego synagogi i donieśli: Twoja córka umarła, czemu jeszcze trudzisz Nauczyciela? Lecz Jezus słysząc, co mówiono, rzekł przełożonemu synagogi: Nie bój się, wierz tylko! I nie pozwolił nikomu iść z sobą z wyjątkiem Piotra, Jakuba i Jana, brata Jakubowego. Tak przyszli do domu przełożonego synagogi. Wobec zamieszania, płaczu i głośnego zawodzenia, wszedł i rzekł do nich: Czemu robicie zgiełk i płaczecie? Dziecko nie umarło, tylko śpi. I wyśmiewali Go. Lecz On odsunął wszystkich, wziął z sobą tylko ojca, matkę dziecka oraz tych, którzy z Nim byli, i wszedł tam, gdzie dziecko leżało. Ująwszy dziewczynkę za rękę, rzekł do niej: Talitha kum, to znaczy: Dziewczynko, mówię ci, wstań! Dziewczynka natychmiast wstała i chodziła, miała bowiem dwanaście lat. I osłupieli wprost ze zdumienia. Przykazał im też z naciskiem, żeby nikt o tym nie wiedział, i polecił, aby jej dano jeść.

Mk 5,21-43

Ten fragment Ewangelii według Świętego Marka ukazuje nam dwie postacie, które zderzają się w swoim życiu z przerastającą je rzeczywistością. Przełożony synagogi imieniem Jair nie miał wpływu na to, że jego córka umierała. Nie mógł temu zaradzić, a jej stan był już niemalże przesądzony. Podobnie ta kobieta, która cierpiała na chorobę upływu krwi, pomimo wysiłku wielu lekarzy nie była w stanie poprawić swojego zdrowia. Oboje nie mieli już żądnego wyjścia z tych sytuacji, wszelkie ich wysiłki nic nie zmienić. W tej właśnie beznadziei i bezradności spotykają Chrystusa, któremu zawierzają swoje sprawy.

W naszym codziennym życiu zdarzają się sytuacje ciężkie i trudne jak śmierć, czy nieuleczalna choroba, ale bywają także i inne, mniej znaczące wydarzenia, na które także nie mamy wpływu. Czasem zwykłe spotkanie z drugim człowiekiem, załatwienie jakiegoś obowiązku czy choćby korek w mieście ogałaca naszą niemoc oraz to, że wiele rzeczy w naszym życiu nie zmienimy. Można się wtedy denerwować i frustrować, bo nasze plany czasem z najprostszych przyczyn są w stanie legnąć w gruzach. Spójrzmy jednak na to z tej strony, że każda taka sytuacja może być miejscem spotkania Jezusa. Tak było w życiu Jaira czy tej kobiety. I choć nie zawsze nasze spotkanie z Chrystusem sprawi, że ktoś zostanie uzdrowiony, to zawsze prawdziwe spotkanie z Nim coś zmieni w nas. Wytężmy wtedy słuch, gdyż Jezus wyszepta nam do ucha: Nie bój się, wierz tylko!

br. Wojciech Pawłowski OFMCap

XII Niedziela zwykła 2015

Gdy zapadł wieczór owego dnia, rzekł do nich: «Przeprawmy się na drugą stronę». Zostawili więc tłum, a Jego zabrali, tak jak był w łodzi. Także inne łodzie płynęły z Nim. Naraz zerwał się gwałtowny wicher. Fale biły w łódź, tak że łódź już się napełniała. On zaś spał w tyle łodzi na wezgłowiu. Zbudzili Go i powiedzieli do Niego: «Nauczycielu, nic Cię to nie obchodzi, że giniemy?» On wstał, rozkazał wichrowi i rzekł do jeziora: «Milcz, ucisz się!». Wicher się uspokoił i nastała głęboka cisza. Wtedy rzekł do nich: «Czemu tak bojaźliwi jesteście? Jakże wam brak wiary? Oni zlękli się bardzo i mówili jeden do drugiego: «Kim właściwie On jest, że nawet wicher i jezioro są Mu posłuszne?»

Mk 4, 35-41

   Uczniowie są zagubieni, widać ich rozpacz. Sen Chrystusa można traktować na różne sposoby. Chrystus może spać w naszej łodzi i być uśpionym snem naszego lenistwa, co powoduje burze, które miotają fale do łodzi. Trzeba podejść do Niego raczej wiarą niż ciałem i obudzić Go raczej dziełem miłosierdzia niż pełnym rozpaczy dotknięciem. Jezus przez wiarę mieszka w naszych sercach (Ef. 3, 17).

Gdy płyniemy przez nasze życie, to wiatry wstępują do naszego serca i wstrząsają naszą łodzią. Mój gniew, to fala, która grozi mi rozbiciem się, kiedy odpowiadam złorzeczeniem na złorzeczenie. W moim sercu śpi Chrystus, panuje zapomnienie wiary. Przez obudzenie Jezusa, może ożywić się moja wiara, która rozkazuje wiatrom i falom.

   Sen Jezusa jest obrazem Jego śmierci, która stanie się zgorszeniem i kamieniem probierczym dla wiary uczniów. Pan śpi w łodzi ma zaufanie do uczniów. Nasza wiara jest uśpiona. Wiara polega w odwadze pójścia na głębie z Jezusem. Wiara jest powierzeniem naszych lęków i śmierci Jezusowi, który troszczy się o nas właśnie poprzez swój sen.

br. Andrzej Samołuk OFMCap

XI Niedziela zwykła 2015

Jezus powiedział do tłumów: Z królestwem Bożym dzieje się tak, jak gdyby ktoś nasienie wrzucił w ziemię. Czy śpi, czy czuwa, we dnie i w nocy, nasienie kiełkuje i rośnie, on sam nie wie jak. Ziemia sama z siebie wydaje plon, najpierw źdźbło, potem kłos, a potem pełne ziarnko w kłosie. A gdy stan zboża na to pozwala, zaraz zapuszcza się sierp, bo pora już na żniwo. Mówił jeszcze: Z czym porównamy królestwo Boże lub w jakiej przypowieści je przedstawimy? Jest ono jak ziarnko gorczycy; gdy się je wsiewa w ziemię, jest najmniejsze ze wszystkich nasion na ziemi. Lecz wsiane wyrasta i staje się większe od jarzyn; wypuszcza wielkie gałęzie, tak że ptaki powietrzne gnieżdżą się w jego cieniu. W wielu takich przypowieściach głosił im naukę, o ile mogli [ją] rozumieć. A bez przypowieści nie przemawiał do nich. Osobno zaś objaśniał wszystko swoim uczniom.

(Mk 4,26-34)

W Ewangeliach często spotykamy przypowieści. Przez obrazy, które są człowiekowi znane z codziennego życia, przekazują one to, co jest trudne do opisania, ponieważ nie pochodzi z tego świata. Tak właśnie jest z królestwem Bożym, o którym mówi Jezus korzystając z obrazu ziarna i zasiewu. Rozpoczęło ono szczególny czas działania Boga na ziemi i w naszej codzienności. Czasem jednak może wydawać się, że Bóg nic nie robi. Zwłaszcza w obliczu ludzkich nieszczęść i wołania o pomoc. Zdaje się czasami ignorować nasze modlitwy. Tymczasem tak, jak ziarno rzucone w ziemię nie kiełkuje od razu, tak samo owoce Bożego działania mogą ukazać się po jakimś czasie. Potrzeba cierpliwości i wytrwałości, by w końcu dostrzec źdźbło, kłos i pełne ziarno. Dopiero po przejściu tych etapów, na które często nie mamy większego wpływu, jest ono gotowe do użycia. Bóg bowiem stopniowo wypełnia swój zbawczy plan. Nie zawsze to dostrzegamy, a tym bardziej nie potrafimy zmusić Boga do działania wedle naszej woli. Natomiast to, co jest małe i słabe w naszych oczach, jak ziarnko gorczycy, za sprawą Bożego działania może stać się dla nas ratunkiem i schronieniem. Dzisiejsze słowo zaprasza nas do zaufania Bogu, mówi żeby nie lekceważyć Bożej mocy i zapewnia, że On nie przestaje działać w naszym życiu, bez względu na to czy to dostrzegamy czy nie.

br. Adam Stramski OFMCap